//////

NIE MA FUNKCJI, NIE MA PODMIOTU

Nie ma funkcji, jeżeli nie ma wykonującego ją podmiotu, nie możemy mówić o funkcji, jeżeli nie zdajemy sobie sprawy z tego, czego lub kogo (czyja) jest to funkcja. Funkcję możemy rozumieć jako szczegółowy wypadek atrybutu (cechy) jakiegoś podmiotu (subiektu): koń biegnący odznacza się w danej chwili w naszych oczach tą cechą, że biegnie. Używając wyrazu bieg możemy go odnosić w myśli do różnych istot, przedmiotów (bieg pociągu) czy przenośnie pojęć (bieg spraw), ale właściwą treść wyrazu bieg rozumiemy w każdym szczegółowym wypadku wtedy, gdy wiemy, z czym ten wyraz ma się łączyć. Mówiąc o galopie lub kłusie operujemy pojęciami, które się odnoszą do pewnych form biegu konia; treść znaczeniowa wyrazów galop, kłus implikuje, że są to czynności -wykonywane przez konia i pojęć tych nie możemy od pojęcia konia oderwać. Rzecz jest prosta i dlatego właśnie ważna.

WSPÓŁZALEŻNOŚĆ POJĘĆ FUNKCJI I PODMIOTU

Wszelkie działanie jest działaniem czyimś. Po to, żeby jakiekolwiek dz ałanie mogło się odbywać, konieczne jest istnienie kogoś, kto działa. Działającym podmiotem może nie być osoba; mówimy na przykład, że działanie wody na żelazo powoduje rdzewienie żelaza. W takim zdaniu orzekającym występuje pierwiastek metafory, polegający na animizowaniu przyczyny procesu chemicznego. Treść w tym samym stopniu metaforyczną miałoby zdanie: żelazo reaguje na wodę rdzewieniem. Mówiąc o działaniu językowym nie operujemy metaforą, mamy bowiem na myśli działanie zamierzone (purposefuł actmty).Twierdzenie, że pojęcie działania implikuje podmiot działający, zawiera treść tak oczywiście prawdziwą, że mogłoby przypominać słowa, które w jakimś związku napisał kiedyś Oscar Wilde: „Such assertions I never difspute” (‚takich twierdzeń nigdy nie zwalczam). Ale dlatego właśnie to twierdzenie, bez najmniejszej wątpliwości prawdziwe, przyjąć możemy za punkt wyjścia dalszych rozważań, za jeden z potrzebnych nam aksjomatów.

POCHODNA AKSJOMATU

Pochodną tego aksjomatu powinna być metoda interpretowania tak zwanych faktów językowych. Mówimy „tak zwanych”, bo „fakt językowy” jest to wyrażenie zastępcze, odnoszące się w istocie do czyichś aktów mowy luli do typów aktów mowy. Opierając się na tym kryterium prawdziwości sądów, określonym przez stoików jako „zniewalająca realność rzeczy” („zwingende Realitat der Dinge), stale sprawdzając w stopniowym posuwaniu się naprzód, czy się nie wykolejamy, czy nie gubimy kierunku, w którym powinniśmy zmierzać, jeżeli nie opuszcza nas pewność co do dobrego wyboru naszych punktów wyjścia, zastanówmy się nad tym, jakie konsekwencje wynikają z tezy pomyślanej jako aksjomat, stanowiącej tytuł niniejszego referatu i okreś­lającej język jako formę i narzędzie działania.

NACZELNE ZADANIE

Takie też jest zadanie naczelne leksykografii, która z tego właśnie względu ma prawo do tego, by być nazywaną humanistycz­nym ogniwem wszystkich nauk. Ten najogólniejszy cel przyświecał nam w pracy nad wielkim Słownikiem języka -polskiego, którego tom XI, suple­mentowy, już się ukazał w druku.Definicje haseł słownikowych mają cele praktyczne, ich zadaniem jest ułatwienie czytelnikowi Słownika robienia właściwego użytku z objaśnia­nego słowa, należytego posługiwania się nim w sytuacjach, w których posłużenie się tym właśnie narzędziem jest Umotywowane i celowe. Pros­pektywny, pragmatyczny charakter definicyj znaczeń wyrazów, które opracowuje leksykograf, nie jest rezygnacją z wymagań teorii, koncesją na rzecz popularności wykładu, ale jest następstwem rozumienia przez lek­sykografa podstawowego teoretycznego aksjomatu streszczającego się w tym, że język nie jest samoistnym zaświatowym bytem, platońską ideą, ale jedną z form zachowania się człowieka, jednym z narzędzi jego działa­nia.

MYŚL TEORETYCZNA

Myśl teoretyczna powinna być usystematyzowanym dalszym ciągiem naturalnych naj­prostszych odruchów poznawczych. W ich prostocie tkwi możliwość ich aksjomatyzacji. Warunkiem posuwania się naprzód nauki jako siły spo­łecznej jest nieustający dynamizm myśli, zachowującej w tym dynamizmie ciągłość ruchu i nie tracącej równowagi dzięki „statyce” punktów oparcia. Te punkty oparcia są jednocześnie kryteriami ocen, umożliwiającymi orientację w wartości poszczególnych pozycji literatury naukowej, która to wartość bywa rozmaita. Rozszerzanie zakresu społecznych oddziaływań nauki, czyli to, co bywa nazywane jej popularyzacją, nie może polegać na tłumaczeniu na język potoczny peryferycznych osiągnięć badań specjalnych, ale powinno mieć na celu informowanie o podstawowych założeniach nauk, o tych epis- temologicznych aksjomatach, które dają się formułować w słowach możli­wie najprostszych.

TREŚĆ SPOŁECZNA NAUKI

Punktami węzłowymi w zakresie językoznawstwa są zagadnienia epistemologiczne, to znaczy te, które dotyczą, najogólniej mówiąc, stosunku „ja.” do „nie-ja” stosunku będącego jednocześnie odwiecznym przed­miotem refleksji filozoficznej. Impuls do tej refleksji może się rodzić w zdrowym rozsądku każdego „prostego człowieka”. Treścią społeczną nauki powinno być dążenie do tego, żeby ów zdrowy rozsądek, naturalna zdolność do adekwatnych reakcji na bodźce środowiskowe, zdolność odróżniania prawdy od fałszu („la puissance de discerner le vrai d’avec le fa.ux” Descartes) mogła się jak najpełniej rozwijać, rozrastać, tworząc podbudowę praktycznej filozofii skutecznego i pożytecznego społecznie postępowania. Taki jest cel demokratyzacji oświaty.

ZAGADNIENIA EPISTEMOLOGICZNE W JĘZYKOZNAWSTWIE

Każdy człowiek nie tylko „rodzi się wolny”, ale ma także naturalną zdolność reagowania nie wykolejonymi odruchami na działające na niego bodźce środowiskowe, kierowania się zdrowym rozsądkiem, który każe mtt koordynować myślenie z działaniem. Praca naukowa zaczyna się od pytań, które się samorzutnie w czyjejś świadomości krystalizują. Od umie­jętności formułowania pytań zależy często owocność poszukiwań. Jednym z ważnych czynników pozwalających zwiększać efektywność pracy nauko­wej jest umiejętność hierarchizowania zagadnień według stopnia ich waż­ności.Obok wielorakich nurtów coraz wyższej, coraz bardziej różnicującej się specjalizacji daje się dostrzegać w naukach, zwłaszcza humanistycz­nych, nurt integracyjny; stają się widoczne węzłowe punkty zagadnień, skrzyżowania dróg, na których przedstawiciele różnych dyscyplin mogą się spotykać, albo żeby dalej iść razem, albo żeby sobie uświadomić co jest również osiągnięciem — w którym miejscu drogi ich się rozeszły.